::księga gości::

2010
marzec
2009
grudzień


Nieaktualna nazwa
Tak sobie teraz patrzę, że nazwa mojego bloga jest bardzo nieaktualna. Niby jeszcze pracuję, ale myślami daleko jestem od biura. Ciągle kombinuję, jak tu wyrwać się po macierzyńskim z tego kieratu i może jakoś na swoje pójść. Czuję, że nadszedł czas na wielkie zmiany, z pracą włącznie. Jak to Tomek określił, właśnie zaświeciło nam słońce. Chce mi się nowego, wszystkiego nowego. I na wieś znów mi się chce. Już nie chcę miasta, chcę pięknego siedliska.

Czas spokoju mnie powoli ogarnia. Wyciszona się staję, uważniejsza, ostrożniejsza, bardziej refleksyjna. Dużo myślę, nawet za dużo. Głowa mnie zaczyna czasem od tych myśli boleć, bo kiedy człowiek puści swoje myśli wolno, to one w dziwnym kierunku zmierzają, nie zawsze przyjemnym. A przecież powinnam się nie denerwować. Jak tu się nie denerwować, skoro tak wiele jest rzeczy dookoła denerwujących?

Dziś do mamy muszę jechać i wcale mi się to nie uśmiecha. Najmniej mi potrzeba wrzasków i krzyków, głośnych rozmów. Ciszy mi potrzeba.

Szukam swojego kąta w sieci i znaleźć nie mogę. Jakiegoś forum albo stowarzyszenia, albo towarzystwa kulturalnego. Taka nieprzypisana, samotna internetowo się czuję. Nawet z portali społecznościowych pouciekałam. Gdyby ktoś miał coś fajnego w zanadrzu, to niech się podzieli adresem. Proszę.

kobieta-pracujaca 2010-03-14 10:34:06
skomentuj (1)
Lepiej w głowie
W głowie mi lepiej. Kalendarz cały obstawiony lekarzami - endokrynolog, ginekolog... Do pajaca prywatnie więcej nie pójdę. Męża mi nie wpuścił do gabinetu, kazał u koleżanki zrobić USG i chciał 200 złotych. Dowiedziałam się, że dupa już z niego nie lekarz, najsłynniejszy łapówkarz w mieście i uciekać od niego należy jak najdalej. W poniedziałek zamierzam koczować od 6 rano pod gabinetem normalnej państwowej endokrynolog. Leki póki co mam, więc martwić się nie muszę,

Postanowiłam spędzić czas ciąży w błogostanie. I nie zamierzam zapracowywać się na śmierć. Zamierzam wcale się nie martwić.

Nikt nic nie wie. Rodzina nie wie. I dobrze - im później się dowie, tym później będzie ta cała szopa. Ciekawe, jak zareagują. W pracy już wiedzą. Uczciwa jestem. Nie powiem, żeby szef był zachwycony. Jedna właśnie będzie wracać z wychowawczego, druga jest w 6. miesiącu, teraz ja. Mogę co najwyżej współczuć pracodawcy, a i tak mało mnie to obchodzi.

Wczoraj byliśmy w kinie na "Tricku". Nawet niezły. Może festiwalowy film to to nie jest, ale porządna rozrywka i przyzwoite aktorstwo. Na kino wystarczy. A dziś w telewizji "Testosteron" - na pewno się załapiemy. Bardzo dobry film, który z przyjemnością obejrzę jeszcze raz.

Czas nam upływa pod znakiem wieczornych, nocnych właściwie spacerów. Domatorką jestem. Rzuciłam palenie. Chucham i dmucham na siebie. Stołuję się w GreenWay, bo to jedyne zdrowe żarcie, jakie znam. Na mięso nie mam ochoty. Zmuszam się do zjedzenia chudej szynki dwa razy w tygodniu. Piję jak smok - wszystko i w każdej ilości (poza alkoholem oczywiście). Całe życie zastanawiałam się, kto pije pomarańczową Fantę. Śmierdziała mi rzygami. W tej chwili to mój ulubiony napój. Niewiarygodne!

Czytających ten blog znajomych uprasza się o zachowanie tajemnicy. A na herbatkę to ja zawsze. Alkohol z przyczyn oczywistych odpada. Ale herbatka - oj, chętnie, chętnie.

kobieta-pracujaca 2010-03-12 13:08:37
skomentuj (1)
Grom
Jestem w ciąży. Spadło to na mnie i wywróciło świat do góry nogami. Ja w ciąży? Ja już zaczynałam wątpić powoli, czy aby na pewno kobietą jestem pod względem zdolności do macierzyństwa. A teraz tak to się porobiło.

W pracy nic nie wiedzą. Po co ich teraz denerwować, skoro można później. Zresztą najpierw muszę mieć potwierdzenie od lekarza - dopóki nie zobaczę, nie uwierzę. Bo może to przez tę tarczycę mam takie wahnięcia i testy mi to zakłamuje ciążowe, i okresy wrednie przesuwa na święte nigdy?

Tomek przeszczęśliwy. Martwi mnie Kredka. Zaczynam się bać, że mi dziecko zagryzie. Głupie myśli mi przychodzą do głowy - że to był błąd ją brać. Potwornie się boję. I nie wyobrażam sobie, jak to będzie - dwa psy i dziecko. Przecież to człowiek sam jeden na spacer nie wyjdzie. Za dużo chyba nas się w domu porobiło. Kiedy człowiek zdecydował się zostać "hodowcą" psów, to nie powinien na dziecko się decydować. Fakt, trochę pod presją psychiczną, ale to ja wzięłam drugiego psa. Moja odpowiedzialność. A teraz się boję.

Skąd na to wszystko pieniądze? Ledwo do pensji teraz wystarczy, a potem? A przecież mieszkanie trzeba wynająć większe. Nie zmieścimy się w 20 metrach kwadratowych. Zresztą ja nie chcę. Zresztą to tak naprawdę nie nasze mieszkanie. Musimy się stąd wynieść. Skąd na to wszystko?

Chce mi się płakać chwilami, a chwilami myślę, że jakoś to będzie - jak pierwsza naiwna albo głupia. Ale może tak to działa. Nie wiem. Już nic nie wiem.

kobieta-pracujaca 2010-03-06 10:57:09
skomentuj (2)
Wymiana okien
Wymiana okien. W grudniu - gratuluję pomysłowości administracji, od której najmujemy lokal. Nieprzytomna otworzyłam drzwi panom robotnikom, zrobiłam pięć kaw, po czym zamarłam przy kaloryferze z silnym postanowieniem, że końmi mnie od niego nie odciągną.

Najpierw zwabił mnie zapach dymu papierosowego do kuchni. Wysępiłam od szefa ekipy Marlboro. (Swoją drogą ile oni zarabiają? Bo może ja nie wiem, a powinnam się przebranżowić i okna montować?).

Potem przyszła M. No to się zawinęłam i pojechałam sprawy na mieście pozałatwiać. Potem zadzwonił szef, że śpi i że będzie wkrótce. Był za pięć godzin, rozejrzał się, stwierdził, że nie ma warunków do pracy, po czym zainstalował się w kawiarni pod naszą siedzibą i urządził sobie tam biuro.

Potem zmarzłam jak cholera i dygotałam na środku Warszawy w sensie dosłownym, bo biuro mamy przy Rotundzie z widokiem na Pałac Kultury, a okna zostały wszystkie naraz wywalone przez panów robotników. Spoglądając na panoramę stolicy niezmąconą żadną barierą w postaci szyby, pieprznęłam papierami o podłogę i poszłam do domu. Bo ja w takich warunkach pracować nie mogę. Się nie da.

W drodze powrotnej pół Warszawy wsiadło akurat do mojego tramwaju. Nie wiem, może to stoczniowcy po zakończonej demonstracji i dewastacji Alei Ujazdowskich postanowili zwiedzić Mokotów, bo takiego tłoku jak żyję, to na tej trasie nie widziałam.

kobieta-pracujaca 2009-12-15 23:25:15
skomentuj (1)
Czytam
Herbaciana